MOTOVBLOG 2014, czyli wyprawa Wiktora

0

11 000 kilometrów, 15 państw Europy, 25 dni w trasie, 2 koła, 2 cylindry, 1 motocykl, 1 człowiek i ZERO ograniczeń! Już wkrótce rusza cykl telewizyjnych odcinków z wyprawy Wiktora! więcej

WHO IS HE?
Wiktor Kammer – krakus, motocyklista, podróżnik i poszukiwacz przygód.

MISJA
Realizacja projektu turystycznego MOTOVBLOG 2014 ma na celu popularyzację bezpiecznej turystyki motocyklowej w Polsce i Europie. Misją wyprawy jest także przełamanie negatywnych stereotypów dotyczących wybranych krajów europejskich po przez pokazanie ich walorów turystycznych oraz kulturowych.

ZAŁOŻENIA
W 25 dni Wiktor Kammer pokonał ponad 11 000 km, przejechał przez 15 państw europejskich: Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Bułgarię, Grecję, Albanię, Czarnogórę, Chorwację, Węgry, Austrię, Czechy, Włochy, Francję, Szwajcarię i Niemcy. Pierwszy etap podróży to Czechy – Austria – Włochy – Francja. Drugi obejmował Ukrainę, Rumunię, Bułgarię, Grecję, Albanię, Czarnogórę, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Węgry, Austrię, Czechy i Polskę .
Przez całą trasę towarzyszyły mu cztery kamery GoPro, które rejestrowały wyprawę Wiktora. Pierwszą kamerę miał zainstalowaną nad zegarami, do której kierował na bieżąco swoje spostrzeżenia. Druga kamera, zainstalowana centralnie na kasku, rejestrowała obraz przed motocyklistą, czyli drogę, zegary, GPS tzw. POV. Dwie kolejne kamery, zainstalowane na bocznych kufrach, po prawej i lewej stronie, pod kątem 45 stopni do kierunku jazdy, rejestrowały boczny ruch.

LET FUN BEGIN!
Pierwszy odcinek zaplanowanej podróży to przejazd z Krakowa do Rzymu. Już na początku nie obyło się bez przygód, najpierw powrót po paszport, potem na autostradzie w kierunku Katowic śruba wbita w koło. Po pięciu godzinach jazdy, najpierw we mgle, potem w wielkim słońcu, dojechał do Wiednia, potem Gratz, skąd widać było już jego ukochane Alpy. Pierwszy wieczór spędził już we Włoszech, miasteczku Tarvisino, na pożywnej pizzy, po przejechaniu łącznie 866 km. Kolejny dzień podróży prowadził na południe Włoch do Rzymu, gdzie przez pierwsze 100 km z autostrady podziwiał alpejskie szczyty.

RZYM TO DZIWNE MIASTO
Był w nim zakochany jako turysta, ale wyprawa do tego miejsca motocyklem skutecznie wyleczyła go z tej miłości. Brak jakichkolwiek zasad ruchu drogowego, start trzech samochodów i sześciu skuterów z dwóch pasów to wszystko spowodowało, że nie potrafił się tam odnaleźć.

1,2,3,4… ALE JESTEM ZMĘCZONY!
Pierwsze zmęczenie przyszło w piątym dniu podróży, tuż przed wjazdem do Francji. Pobudka rano, obowiązkowy wyjazd o 9:00, by do wieczora uporać się z całą zaplanowaną na ten dzień trasą. Prawie zasypiając na baku pokonał pierwsze 300 km. Na szczęście cudowne widoki słonecznego Cannes, Nicei i Monako, po przejechaniu 750 km w deszczu, zrekompensowały wszystko. Szczególnie urzekli go Francuzi: uśmiechnięci, zadowoleni, komunikatywni, uprzejmi. Pozytywnie zaskoczył go ruch drogowy: nikt na nikogo na trąbił, nikt nie zajeżdżał sobie drogi, choć jeździ się tam dynamicznie.
Kolejnym etapem podróży było pokonanie Alp w linii pomiędzy Mediolanem a Monachium, przekraczając na zmianę granicę włoską, szwajcarską i austriacką. Główny plan tego dnia, czyli pokonanie przełęczy Stelvio, okazało się niemożliwe z powodu nieuprzątnięcia jej po sezonie zimowym.
Z Austrii wrócił do Polski. Po siedmiu dniach nieustannej jazdy zakończył się pierwszy etap podróży MOTOVBLOG 2014.

I OD NOWA…
Drugi etap rozpoczął się na początku lipca i trwał ponad dwa tygodnie. Pierwszym odcinkiem był przejazd przez Medykę, żeby dostać się na Ukrainę. Na przejściu granicznym spora kolejka i duża liczba wojska. To Polska 40 lat temu, spore rozwarstwienie społeczne, na ulicach obok zaprzęgów konnych i Ład jeżdżą Bentley’e. Zaraz po przekroczeniu granicy ukraińsko-rumuńskiej okazało się, że uległ awarii system paliwowy. Naprawy podjął się pewien rumuński mechanik, który specjalnie dla niego wyszedł z wesela. Po usunięciu awarii ruszył w drogę, z północy na południe, by przejechać całą trasę transfogarską. To, co zaskakuje, to ludzie, praktycznie wszystkie napotkane przez Wiktora osoby mówiły płynnie po angielsku. To kraj, który szczególnie zasługuje na uwagę turystów.
Kolejnym odcinkiem był przejazd przez Bułgarię, pełną skrytych mieszkańców, którzy nie chcą nawiązywać kontaktu. Bułgaria zaskoczyła go także swoim „pejzażem”: na środku osiedla z wielkiej płyty pasą się krowy.
Potem przyszła kolej na Grecję i wjazd od północy. Na cały przejazd poświęcił trzy dni. Najpierw północ, potem południe, okolice Aten, które rozczarowały go swoim pustkowiem, biedotą, a nie pięknymi widokami rodem z Rzymu. Z Rzymu został przeniesiony tu jedynie hałas i chaos komunikacyjny.
Z Grecji, jadąc już zachodnim wybrzeżem wjechał do Albanii, która jest chyba jednym z najbardziej niedocenianych krajów przez Polaków. To kraj pełen sympatycznych ludzi, z cudownymi widokami skalistych gór, przypominających Chorwację.
Następny odcinek trasy to przejazd przez Czarnogórę, która zaskoczyła go swoją europejskością, a także wysokimi cenami i koniecznością płacenia w euro. Później nadszedł czas na Chorwację, wzdłuż od Dubrownika, przez Bośnię i Hercegowinę, aż po Zadar. Wspaniałe widoki, przepiękne zabytki, szczególnie zamek w Dubrowniku. Ostatnie dni podróży to powrót przez Węgry – i nocleg w ulubionym hotelu Hullam Hostel u dwóch Węgrów, którzy serwują pyszny bogracz z kociołka – , potem Austria, Czechy i wreszcie ukochana Polska. Gdzie wrócił po dwóch tygodniach nieobecności i przejechaniu 7 000 kilometrów.

WYPOWIEDZI WIKTORA:

– Kocham w podróżach motocyklowych to, że każdego dnia śpi się gdzieindziej, że czasem w swojej podróży trafia się na takich mruków, którzy traktują Cię jak intruza. A jak jeszcze jesteś samotnym motocyklistą to jesteś dla nich jakimś zwyrodnialcem. A są ludzie, którzy cieszą się, że przyjechał ktoś do nich z innego kraju, o którym mogą się czegoś dowiedzieć.
– Wjeżdżając do Monako rozmawiałem przez telefon, co chwila przejeżdżałem przez różne tunele, nagle opuszczając jeden z nich, znalazłem się na miejskim torze F1w Monte Carlo! Dech mi zaparło, za miesiąc miały się odbywać wyścigi, więc już się rozpoczęły przygotowania: umacnianie siatek, budowanie trybun. Od razu się rozłączyłem, bo nie byłem wstanie rozmawiać. Objechałem go w całości!
– Gdy jestem w trasie, uwielbiam to uczucie, kiedy nie pamiętasz, co robiłeś poprzedniego dnia. To mnie oczyszcza. Choć trochę utrudniało nagrywanie
– Gdy jadę w trasę muszę mieć pewność, że mój motocykl jest przygotowany perfekcyjnie. Mogę go serwisować tylko w serwisie, któremu bezgranicznie ufam i powierzam mu swoje bezpieczeństwo w podróży.
– Nagrywanie swojej podróży za pomocą kamer GoPro jest bardzo uzależniające. W każdym momencie, gdy moje kamery nie pracowały, bałem się, że może wydarzyć się coś zaskakującego, czego nie uda mi się nagrać.
– Gdy szukam noclegu dla siebie, w pierwszej kolejności sprawdzam, czy będzie bezpieczne dla mojego motocykla.
– Brak znajomości języków obcych nie przeszkadza w zwiedzaniu świata.

My już czekamy na pierwsze odcinki! (red.)

Share.

About Author

Comments are closed.